Zazdrość


Link 23.10.2008 :: 21:42 Komentuj (1)

Nieczęsto zdarza się, bym zazdrosciła komukolwiek czegokolwiek. Ale jeśli już to zdecydowanie talentu i pracowitości. Tego, bym niepoganiana, sama z siebie,wczesnym rankiem kocim ruchem przesunęła się w kierunku prysznica a potem poszła pobiegać. Bym po powrocie ze starówki zaopatrzona w milion pysznych bułeczek z piekarni sam wiesz której usiadła od razu do kompa i zaczęła pisać z głowy czyli z niczego:)


Tymczasem babram się w przesłankach formalnych i wszelkiej innej maści. Kiedys na pewno spadnę w środku nocy z łóżka z przerażliwym krzykiem, ze znam odpowiedź na ten kazus. I bardzo chciałabym móc nie sięgnąć wtedy bruku czytaj podłogi, i to nie ze względu na chwilowe przeerwy w zasilaniu siły ciązenia:)


 




Link 31.08.2008 :: 17:48 Komentuj (1)

Siłą rozpędu postanowiłam dodać coś jeszcze


 


-„Toż to czyste szaleństwo..”- powiedziała trzymając w żelaznym uścisku kubek z macchiatto. Świat dookoła przestawał istnieć z każdą sylabą niedopowiedzianego jeszcze przez niego słowa.


- „Jasne, przecież ją kocham ,teraz to widzę. I kiedy wracam do domu i słyszę tylko człapanie i mlaskanie psa i krzyki dzieci- Jezu, jak jej mi brakuje.”


- „Wiem- nazbyt dosadnie przerwała jego wynurzenia; prawda jest jednak taka, że nie zniosłaby dłużej tego mazgajenia. (Ładna mi rodzinna idylla pana prokuratora- jeden pijany Sylwester, zgrzytanie zębami i unikanie swojego wzroku przez następne kilka miesięcy, po drodze wieczne delegacje i pomniejsze miłostki.)Skąd w ogóle przyszło ci do głowy żeby go podejrzewać??”


Stali nietypowo, naprzeciwko półkolistego okna jej nowego gabinetu, w którym pomimo upływu czasu wciąż czuła się nieswojo. Pierwszym telefonem jaki odebrała (ach, ten jej sekretarski ton głosu i lekkie w nim drżenie) była jego wiadomość…


- „Wiesz, że nie powinniśmy tu o tym gadać.”– i jakby na potwierdzenie tych słów przyszło ciche pukanie Karola. Jego dudnienie palcami po fornirze mogło być, przyznajmy to otwarcie, dość denerwujące ale przynajmniej od razu było wiadomo czego się spodziewać. Jako urodzony pesymista, nigdy nie ścinał grzywki, która obecnie przypominała raczej czarczaf, niespokojnym spojrzeniem obmacywał każdy przedmiot i osobę nieznaną mu i jak sądził wrogą. Jak przystało na posłańca złych wiadomości, jego biurko było wciśnięte między skrzydła drzwi, narażone na wieczne przeciągi i chroniczny brak światła dziennego. „ Już są”- zaświtało jej w głowie. Marek czekał tylko kiedy „ to nieszczęście” jak zwykł mawiać o dekadentach, niespełnionych poetach i chadzających do kosmetyczki pięknisiach zniknie za drugimi drzwiami.


- „Ty nie rozumiesz, ale to musi być on. Jeśli coś ci dziś zaproponuje odmów, odmów błagam, chcą cię zatrzymać, chcą to wszystko zatuszować”.


- „Muszę już iść i się z nimi przywitać (  Chryste Jezu, dlaczego nie mam tu butelki koniaku albo szkockiej, tyle bym dała żeby nie pamiętać nic z tego co mi przed chwilą powiedziałeś.)


Dobrze, zacznijmy od względnego początku, bo ładu tu i sam diabeł nie dojdzie. Studia italianistyczne Klara wybrała jeśli nie z miłości do Włoch, a raczej Włochów, to z całą pewnością z uwagi na chęć hołubienia tradycji leniwych poranków, przed- i popołudnii. Jak spektakularną okazać się to miało pomyłką, nasza bohaterka dowiedziała się na którychś z kolei ćwiczeniach. Na inaugurujące rok akademicki uroczystości rzecz jasna nie dotarła- po co?? Niechęć do mundurków i nieprzemożne pragnienie żeby (wreszcie !!! ) sklecić ze starych skrzynek na warzywa jakieś półki na ubrania zdobyło swoje trzy punkty niemalże bez walki. Klara od zawsze powtarzała, że uczciwa praca, normy dzienne i etat to nie dla niej doprowadzając tym do palpitacji serca swoich rodzicieli. Apogeum stanu uskrzydlonej głupoty przypadło na jej najpiękniejsze lata ( jak ona lubi to powtarzać- jej najpiękniejsze lata, kiedy miała niecałe 20 wiosen), na zbiór czego tylko się dało aby wreszcie wyrwać się gdziekolwiek i móc zarobić na własne, fuksjowe cztery ściany w najdroższym mieście Polski. Gośkę poznała pierwszego dnia przez przypadek i pewnie gdyby stopy nie odmówiły jej posłuszeństwa gdzieś na odcinku Zajęcza- KP z góry skreśliłaby ją, jej staromodność, ofiarność. Pewnie znienawidziłaby ją już wcześniej ,a nie dopiero wtedy kiedy grudniowego popołudnia przyszła później niż zwykle i z wypiekami na twarzy o kimś opowiadała. Termin „kobieca przyjaźń” powinien oficjalnie zostać wyrzucony ze słownika poprawnej polszczyzny- nic takiego nie istnieje. Wystarczy byle pretekst-trochę alkoholu i przecież żadna nie uwierzy, że miłość jej życia chciała ją puścić kantem, wystarczy, że po złym dniu wmówisz sobie, że to właśnie tobie coś się należy, coś ekstra. Dobrze, dość usprawiedliwiania Klary- miała odruch wymiotny każdorazowo gdy Gosia relacjonowała spotkania z przyszłym prawnikiem ( Bo on chce zostać prokuratorem!! ), gdy przewracała z zachwytu w sposób niemożliwy do odtworzenia niebieskimi oczami. Czysta naiwność. Nieskażone myśleniem przyszłościowym szczęście. Nawet próbowała zwalczać w sobie chęć poruszenia pierwszej kostki domina- wyjechała , rzekomo za facetem jakiego tu się nie spotyka, do Wiednia. Lekkość dmuchawca, beznamiętność z jaką rujnowała sobie raz po raz karierę nieźle zapowiadającej się tłumaczki / dyrektorki biura podróży/ managera szczebla zupełnie nieważnego w reklamie wprawiała w podziw nawet jej najbliższych znajomych. Teorytycznie nigdy nie powinna tu wrócić, nie powinno jej się udać zdobyć pracy w okresie recesji, nie powinna nadarzyć się jej powtórnie okazja, by powiedzieć co trzeba komu trzeba. Ale przecież życie lubi płatać najróżniejsze figle.


Szwajcarzy zdążyli się już rozgościć na dole. Na nic zdało się przedstawianie nowego narybku przedłużone do granic niemożliwość- Klary nie było i nijak nie szło tego faux-paus zatuszować.


- Where is she? I’ve heard so much about her, her, her talent, her dedication, uh…


„ Czy to mógł być on?”- nieustannie chodziło mu po głowie. Prowadził kiedyś taką sprawę- kobieta oskarżała byłego męża o stalking, o śledzenie,o podglądanie i ingerowanie w absolutnie każdą dziedzinę jej życia w wersji solo. Barek, shejker, ścianki pleksi będą od teraz jego sprzymierzeńcem w walce o to,by dowiedzieć się co z nią, nimi, dziećmi. Nie mieściło mu się w głowie, że mogła tak po prostu odejść, być zazdrosna, czuć się niekochana . Zapachowa  mozaika przywraca mu natychmiast przytomność umysłu- sylwetki mężczyzn, zupełnie jak jego strach przed śmiesznością karleją i roztapiają się w zaciszach wyściełanych niebrudzącymi się wykładzinami gabinetów.


Klara borykała się w tym czasie z włosami, jak zwykle niedającymi się w żaden sensowny sposób ułożyć- sterczały niczym czułki kosmitki/załamywały się niesymetrycznie nad czołem/opadały kaskadą na jedno oko ( historie poranne to temat na oddzielny mini poemacik; soczyście okraszony przekleństwami ). Sprawa zniknięcia Gośki odbijała się paskudną czkawką na życiu towarzyskim całej filii- nikt się już z nikim nie umawiał na niezobowiązujące,” okołopudelkowe” gadki-szmatki przy kawie, nie wpadał na działkę by odświeżyć grilla zanim nastanie sezon majówkowy, nikt nic ponad normę. Jak to możliwe, że mąż prokurator nie może jej odnaleźć mając do dyspozycji całe potrzebne instrumentarium, że po pół roku od wzmianki o JEGO CUDOWNYM UŚMIECHU wszystko tak drastycznie runęło. Ponieważ winda jak zwykle była zajęta, Klara zdecydowała się ( dodajmy od razu, że była to baaaaaaaaaaaaaardzo karkołomna decyzja ) pobiec schodami .Ku uciesze diabła i innych sił nieczystych, które  najwyraźniej musiały mieć w tym swój interes, mknąc przez pierwsze piętro czołowo zderzyła się z pewnym facetem. Nawet nie mruknął cichego przepraszam- zupełnie jakby ….był nietutejszy?


 Po serii kurtuazyjnych kawek, podziwiania „zaangażowania i zapału z jakim rozwija Pani nasze wspólne przedsięwzięcie” nawet święty nie poczuwałby się do wstydu wywołanego mimowolnym ziewnięciem jak szczęka szeroka. Klara miała na takie spotkania inną strategię, a mianowicie często zmieniała ułożenie nóg doprowadzając tym samym Szwajcarów do tachykardycznych jęków i natychmiastowych postanowień o rozwodzie, siebie samą zaś- do puchnięcia ze śmiechu. Którychś z kolei gimnastyczny wygibas okazał się mieć jednak dużo poważniejsze konsekwencje.


„ Zaraz, dlaczego z kieszeni wypadł mi tylko błyszczyk? Gdzie mam klucze?” – nerwowe poszukiwanie odpowiedzi nie umknęło uwagi jej rozmówcom, którzy pomimo zapewnień, że czuje się już zupełnie dobrze i to przed chwilą to tylko stara tenisowa kontuzja ( Cholera, dlaczego znowu rozdziawiłam usta jak przy tuszowaniu rzęs, czy nigdy się tego nie oduczę? ) zdecydowali się przenieść część sprawozdawczą na następny dzień.


Pożegnanie też przebiegło z ominięciem standardowych zasad protokołu- dyrektor wykonawczy żegnający się z nią na samym końcu, przysunął się chyba trochę za blisko, złapał za ramię i cicho zaoferował pomoc po czym runął do jej stóp. Z perspektywy osoby trzeciej wyglądało to mniej więcej tak, jakby Klara ni z gruchy ni z Pietruchy chciała zmiażdżyć mu dłoń- sile ciężkości nie oparło się jednak cudo od Bourjoisa pozostawiając pełnokrwistą plamę i wybitny temat do żartów dla reszty gości ( Hm, well, tough woman). W tej sytuacji o rumieniec usprawiedliwiający nietowarzyszenie załodze w drodze na parking nie było trudno. Rozstali się w holu głównym i po chwili Klara błogosławiła po raz pierwszy w swojej karierze zawodowej ultraszybkie windy biurowca. Już tylko zajęczy sus dzielił ją od tego, by uznać siebie samą ( po raz niewiadomo który ) za kompletną wariatkę- drzwi gabinetu były otwarte na oścież, a klucz leżał na biurku pośród pożyczonych od Konstancji National Geographic- ów i Traveller- ów. Jednym ruchem zgarnęła je do czekoladowej torby Batyckiego ale i tym razem złośliwość rzeczy martwych nie dawała o sobie zapomnieć. Coś się zakleszczyło, wpadło nie w tę przegródkę co trzeba i żeby uratować najwierniejszą towarzyszkę szalonych przygód naszej bohaterki konieczny okazał się „pilot”. Pomięte okładki czasopism to był pryszcz, ciepły kąt we wnętrzu skórzanego cudeńka znalazły: paleta błyszczyków, szczotka do ubrań, książeczka zdrowia psa sąsiadki i blister z pigułkami. Ile razy Wam, drogie Panie, powtarzano żeby brać je o ustalonej porze dnia? A ile razy tak właśnie zrobiłyście? Klara nie czekając na oklaski zespołu ginekologów z którymi miała tę niewypowiedziana przyjemność się spotykać, połknęła jedną i z matematyczną zaciekłością sięgnęła po długopis, by skreślić okienko w podręcznym notesie.


Zawsze myślała, że miesiączka to odwet Boga, instrument upodlenia kobiet, zatruwanie życie ale wtedy, po intensywnym czwartku dotarło do niej , że to również znak, że w dalszym ciągu żyjemy i co jest tego pochodną, również myślimy, analizujemy, gdybamy. Kalendarz w notesie był wyprany z kolorów i charakterystycznych okienek. Pod jej powiekami wszystkie te oznaczenia przypominające lekko psychodeliczne, poruszające się obrazki składały się na słowo- „strach”.




Link 31.08.2008 :: 17:46 Komentuj (0)

Przepraszam za długą przerwę. W zastępstwie ciasteczka z dziurką przyjmijcie to:)


 


Słońce wpadło nieproszone; zmarznięte i zdegustowane odorem stołecznych spalin najwyraźniej szukało cichej przystani. Za oknem szare chodniki niknęły pod warstwą pośniegowanego błota, oskarżenia wczorajszych gazet blakły na billboardach, siliniki kasłały miarowo solidaryzując się z dojmującą większością spieszących do pracy na ranną zmianę warszawiaków.To zdecydowanie nie była dobra pora na pobudkę- ona woli wiosnę, kiedy w ukryciu przed sąsiadami obrywa się gałęzie drzew w parku, wstawia je potem do kuchennych wazonów, ubiera w ciągu sekundy narzucając na siebie zaledwie półprzezroczystą białą sukienkę na ramiączka, ale nic już nie mogła zrobić.


Dzisiejszej nocy dzieliła łóżko z kimś nietypowym- ona mówiła, on potakiwał  i bez przeszkód godził się na każdy jej ruch. Zdania się nieoczekiwanie rwały, w większości pozbawione były sensu, logika powędrowała na księżyc z chwilą kiedy wylądowali w jej fiołkowej pościeli. Pomyśleć, że poświęciła dla niego słodkie sam na sam z P. - zresztą nic straconego, odezwie się kiedy tylko którychś z jego genialnych kolegów wpadnie na pomysł imprezy integracyjnej. Mazurskie jeziora, blondynki z dużymi niebieskimi oczkami znacząco spoglądające w stronę obrandowywujących się kolesi-on przerobił to już kilka jeśli nie kilkanaście razy, do znudzenia, przeomdlenia i czego kto tam chce. Amerykanie dowiedli niedawno najbardziej dojmującego działania burbona na ludzki organizm- objawia się kołowacieniem języka, występowaniem grymasów twarzy niezależnych od naszej woli oraz co ciekawsze od praw fizyki oraz totalnym zaćmieniem umysłu. Ich ciała nie starczyły do zapomnienia, potrzebna byłaś jeszcze i ty- chemiczna mieszanino niszcząca smak pocałunków i plamiąca wszystko, a najbardziej poczucie własnej wartości.


Jaka szkoda, że nigdy nie otuli jej ramionami, a ona nigdy nie poczuje drapiącego pocałunku na swoim czole, szkoda, że nie będą mogli nawet wspólnie wypić kawy stawiającej na nogi i pochrupać na spółkę ostatnią kromkę pieczywa tostowego. Jeszcze nie wstał, a zatem nie czmychnął pod prysznic ani tym bardziej na poranny jogging osładzany którąś z kolei płytą Metallici, nie ukrywa się za zasłoną o grubym splocie, by w najmniej spodziewanym momencie owinąć tkaniną bark i ramię naszej bohaterki, złapać ją w pasie i czule raz po raz wgryzać się w szyję. Może Cię to zdziwi ale w komplecie kuchennych noży nie brakuje ani jednego. 


Łazienka, jak zwykle arktycznie zimna, łypała świeżo wyczyszczoną, emaliowaną wanną. Klara odruchowo zerwała z półki jakikolwiek bądź ręcznik i przerzuciła go przez ramię. Dopiero po chwili doszło do niej, że przecież nie tego chciała- do diabła, czy zawsze musi się mylić, nawet w najdrobniejszych kwestiach? Coś co powinno ją zaledwie rozśmieszyć, wywołało poranne i niczym nie uzasadnione łzy- nieposłuszny rozkazom niebieski prostokąt frotte wylądował w wannie, a po chwili został zalany wyrzuconym z zakamarków jamy ustnej, przemieszanym z resztkami wiórków kokosowych i cierpkim aromatem alkoholu  płynem do higieny jamy ustnej. Wydęła policzki, zupełnie jak samiczka chomika nieposiadająca się z radości , że znalazła tyle pokarmu dla malców, złożyła usta w ciup i delikatnie przesuwała je raz w lewo, raz w prawo, potem tylko spojrzała gdzieś w przestrzeń- po chwili dobiegał nasze uszy juz relaksujący dźwięk puszczanej szerokim strumieniem wody.


W jej mieszkaniu jest naprawdę za mało miejsca dla naszej trójki- owszem, nie mylisz się, delikatnie sugeruję byś je po angielsku i z godnością opuścił ( uwaga na stopień tuz przy schodach, oo, a nie mówiłam, kolejny..) .My tymczasem pójdziemy pośniadaniować w spokoju rozkoszując się wszelkimi odcieniami bieli zimowego poranka choć poprawniej byłoby powiedzieć przedpołudnia. Napój  w kubku przestał parować ( chyba się jednak minimalnie spóźniłam usiłując delikatnie podejrzeć wyrysikowane projekty na story boardach), na talerzu zostały okruszki, a sikorki jak szalone obsiadły balkon Niecgorskich z naprzeciwka gdzie co rano para staruszków wystawia połać słoninki. Monotematyczność krajobrazu była dziś dla niej wybawieniem, powieki nie ustawały bowiem w dowodzeniu ich właścicielce kto ma tu więcej do powiedzenia w zasadniczej kwestii comeback'u do łóżka i ostatecznego nadrobienia zaległości snu. Jedynie dioda laptopa , towarzysza jej ostatniej nocy ( nie mylisz się, mężczyzna istniał jedynie w wyobraźni ), migała wyróżniając się intensywnym żółcieniem.


"Ten ostatni raz"- zaświtało na dnie umysłu, nie do końca jednak podległego kilkunastu wlanym w siebie procentom. Standardowo mail firmowy, strona firmowa, szybkie wyrabianie sobie opinii na tematy newralgicznie pojawiające się w ukradkowych rozmowach na końcu korytarza gdzie nie dociera karcące oko szefowej, pogoda ( no, tu Ameryki nikt zapewne nie odkryje, a szkoda, raz na jakiś czas mogłaby sie przytrafić mała anomalia typu rozkwitające w śniegu czy okalane lodem frezje lub nasturcje;), gazeta/ praca.pl ( koniec końców, zapewnienia dwóch przystojniaków ze sprzedaży, że jest niezastąpiona i przyzwalający, nie mylić z miłym (!!) uśmiech tej pindy szefowej to wciąż niedostateczny powód, by Klara do końca swych dni gnieździła sie na 5m2 i pocieszała stwierdzeniem, że niedługo dostanie awans/ firma zmieni politykę na bardziej prozdrowotną itepe- o co to, to nie, aż tak swojej roboty nie kocha ),poczta prywatna zapchana spamem, zaraz- co tu robi czwarte okno???


" Droga G.głowy za to nie dam, ale wydaje mi się, że intensywny fiolet - przewrotna barwa kolorowych ptaków i lekkoduchów przez wszystkich dawno spisanych na straty, bo imprezują za często, bo uczą się za mało, bo ich praca polega w większej części  nie na siedzeniu przy biurku w sztywnym garniaku, a na bieganiu i załatwianiu miliona tych i kilku milionów pomniejszych spraw. Być geniuszem to przeżyć dzień dzisiejszy bez obaw i wyrzutów sumienia, to zasypanie bez łez spływających do oczu ilekroć przypomnimy sobie widok dzieci chorych na jakąś niespotykaną genetyczną chorobę, to świtające co ranek inne marzenie, to umiejętność przeżycia złego czasu tak wśród ludzi którzy chcą na siłę pomóc jak i w osamotnieniu. Piszę to przy śniadaniu, patrząc na okruchy, na niedopitą kawę, na zmiętą pościel, która po większej części znajduje się na podłodze- piszę zadowolona bo mam wrażenie, że wreszcie coś mi się zaczyna układać w zgrabną całość. Moja otucha żywi się każdym niedociągnięciem, każdą zmarszczką jaki intelektualny wysiłek żłobi na czole, każdą naniesioną poprawką. Niedługo skończę pierwszy rozdział."


Ni stąd ni zowąd kobieta lekko przekrzywia ciało , wyciąga ręce do góry w geście rozespanego triumfu i pikującym potężnie znad jej głowy palcem serdecznym naciska ENTER. Trochę za wcześnie bym mogła przeczytać całość, trochę za późno bym nie zorientowała się co się święci, a raczej będzie w niedalekiej przyszłości święcić. Jeszcze tylko krótki trzask zamykanego jednym ruchem peceta, bo przecież pierwszy rozdział musi zostać zamknięty czystym akordem. Klara leży w łóżku ze stosem wydrukowanych wiadomości i spraw do załatwienia na wczoraj- zostawmy ją tam, zostawmy ją samą, do wieczora jeszcze przecież daleko, niech zbierze siły by stawić czoło warszawce.


 


 




Link 12.07.2008 :: 18:02 Komentuj (2)
Pora na szczyptę doniesień z frontu zmagań z praktykodawcą. Szczerze powiedziawszy, sądziłam, że będzie gorzej, a tak poznaję krok po kroku etos pracy urzędniczej z jej wszystkimi " kochanieńka", " nooo, proszę pana,nooooooo........y.......... nie wi...........nie, oczywiście, że nie" ;) Bo generalnie nie ma to jak sie przepracowywać. Ale dobra, są wakacje, czas odpoczynku, relaksu, hm, co ja w ogóle robię na ownlogu???


Link 18.06.2008 :: 21:39 Komentuj (1)

Temat wieczności pozostaje nadal aktualnym. Po dzisiejszym egzaminie zastanawiam się co tak naprawdę znaczy mieć klasę? Jak wyrobić w sobie cnote absolutnego spokoju i tęsknoty za tym co niepopularne, co odludne, a tak bardzo jednak nasze, nam do prawidłowego funkcjonowania potrzebne? Jak nie uśmiechać sie gdy wszyscy tego od Ciebie oczekują i pojedyncze słowo innego niż oczekiwany komentarz to niemal zbrodnia? Klasa i elegancja stoją obok siebie, jedna patrzy badawczo na drugą; jak twierdziła Grażyna Szapołowska są one zbliżone do sztuki poruszania sie przez życie bezszelestnie, bez zgrzytów, bez bólu zębów. Ale z drugiej strony wszyscy albo prawie wszyscy wiemy , ze i jej zdarzaja sie potknięcia,wpadki, kiedy niezamierzenie wymknie jej sie z ust " Ale nora".


I co potem zrobic z takim fantem? Czy takie poszukiwanie ma sens?





Księga

patrz// dodaj

Archiwum

2008
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2007
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty

Linki

Dizajn

made baj karolajna
4 punx-not-ded
pic usual-album